Honorowi Obywatele Sopotu
dodano:
Arcybiskup Tadeusz Gocłowski
LAUDACJA
My mieszkańcy Sopotu, jesteśmy w pełni świadomi, jak wielką rolę odegrał nasz region w
niezwykłej historii Polski ostatnich bez mała trzydziestu lat. Tutaj rozgrywały się wydarzenia,
procesy polityczne i społeczne, które prowadziły nas do wolności, a później umacniały fundamenty
niepodległości. Te wydarzenia tworzyli konkretni ludzie. Bez wątpienia w pierwszym szeregu tych
postaci jest Jego Ekscelencja Arcybiskup Tadeusz Gocłowski. To on nadał ton Gdańskiemu Kościołowi,
w trudnym czasie, który nastąpił po formalnym zniesieniu stanu wojennego, kiedy wydawało się, że w
dającej się przewidzieć perspektywie nie ma szans na odzyskanie tej przestrzeni wolności, jaką wraz
z powstaniem „Solidarności”, przyniósł Sierpień 1980 roku. Mieszkańcy Pomorza, w szczególności
Trójmiasta, czuli inaczej. Uważali, że nie można ustać w walce o „Solidarność”. W osobie Tadeusza
Gocłowskiego, biskupa diecezji gdańskiej, spotkali człowieka, który myśli tak samo i wyznacza
kierunek Gdańskiemu Kościołowi, zgodny z najlepszymi tradycjami polskiego Kościoła. W najlepszych
tradycjach naszego Kościoła służba Bogu i Ojczyźnie zespalała się. Biskup Tadeusz Gocłowski jest
jednym z architektów odzyskanej w 1989 roku niepodległości, a później wspierał z rozwagą, troską i
poczuciem odpowiedzialności proces kształtowania wolnej Polski.
Urodził się w 1931 roku w Piskach na Mazowszu w patriotycznej rodzinie. Zarówno wychowanie
domowe, doświadczenia jego rodziny, jak też obserwacja młodymi oczyma wydarzeń zachodzących w
Polsce po wojnie, wyrobiły w nim przekonanie, że Polska jest krajem zniewolonym, a komunizm –
błędną ideologią, prowadzącą do usprawiedliwiania zła, także bardzo wielkiego. Ukończył gimnazjum
księży misjonarzy w Krakowie. Po zdaniu matury wstąpił do seminarium duchownego w Krakowie. Wstąpił
do Zgromadzenia Misjonarzy św. Wincentego à Paulo. W Krakowie przyjął w czerwcu 1956 roku święcenia
kapłańskie. Studiował prawo kanoniczne na KUL-u. Doktorat z prawa kanonicznego obronił w Rzymie na
Uniwersytecie Świętego Tomasza. Studiowanie w Rzymie nie odbyło się bez trudności stwarzanych przez
władze, które odmawiały paszportu młodemu księdzu, zachowującemu zasadniczą postawę moralną w
kontaktach z przedstawicielami władzy. Tadeusz Gocłowski trzykrotnie był dyrektorem Seminarium
Duchownego w Gdańsku-Oliwie. W marcu 1983 roku został mianowany biskupem tytularnym Benevento i
biskupem pomocniczym biskupa gdańskiego Lecha Kaczmarka. Konsekracja biskupia odbyła się 17
kwietnia 1983 roku w Bazylice Mariackiej. 31 grudnia 1984, po śmierci biskupa Lecha Kaczmarka,
został mianowany biskupem gdańskim przez Ojca Świętego Jana Pawła II.
Właściwy człowiek znalazł się we właściwym miejscu. Tadeusz Gocłowski był doskonale
przygotowany do kierowania Gdańskim Kościołem. Był człowiekiem przeżywającym głęboko sprawy
Ojczyzny. Przeżywał czerwiec 1956 roku, obchody Milenium chrztu Polski i rozpętaną wówczas kampanię
komunistycznych władz przeciwko Kościołowi, wydarzenia z Grudnia 1970 roku. Z gdańskiej perspektywy
patrzył na ruch „Solidarności”. Widział wybuch entuzjazmu związany z Sierpniem1980 roku, rozkwit „
Solidarności” i razem z mieszkańcami naszego regionu, boleśnie przeżywał wprowadzenie stanu
wojennego i represje, będące jego następstwem.
Gdy został biskupem ordynariuszem diecezji gdańskiej, poprowadził nasz Kościół drogą dawania
świadectwa prawdzie, dając oparcie ruchowi ‘Solidarności” oraz środowiskom opozycyjnym i
niezależnym. To prawda, że taki duch dominował w Kościele Gdańskim już wcześniej. Był jednak bardzo
ważne, podnoszące na duchu księży, świeckich katolików, a także wielu ludzi odległych od Kościoła,
że pasterz Gdańskiego Kościoła nie tylko czuje tak jak oni, ale wspiera swym autorytetem słuszną
sprawę. Drzwi rezydencji biskupa gdańskiego były zawsze otwarte przed Lechem Wałęsą, jego doradcami
i zagranicznymi gośćmi, działaczami „Solidarności” i opozycji demokratycznej, w szczególności
środowiskiem młodzieży akademickiej skupionej w Ruchu Młodej Polski. Biskup gdański publicznie
upominał się o prawa pracownicze, prawa obywatelskie, występował w obronie represjonowanych. Biskup
Tadeusz Gocłowski nigdy nie przestał dawać wyrazu swemu przekonaniu, że sprawa przywrócenia
legalnego statusu „Solidarności” nie może zostać uznana za straconą. Był przekonany, że powrót „
Solidarności” jest kluczem do rozwiązania kryzysu politycznego i społecznego. W imię prawdy trzeba
stwierdzić, że nie wszyscy biskupi tak wówczas myśleli. Ba wielu działaczy „Solidarności” i
opozycji było skłonnych w tamtym czasie uznać „Solidarność” za piękną przeszłość, na którą można
się powoływać i z której można czerpać, ale która już nie wróci.
Z historycznej perspektywy nie ulega wątpliwości, że punktem zwrotnym w budzeniu się
społeczeństwa do czynnej postawy i dopominania się przywrócenie „Solidarności” była pielgrzymka
Ojca Świętego Jana Pawła II do Ojczyzny, w szczególności jego niezapomniany pobyt w Trójmieście w
czerwcu 1987 roku. Każdy kto uczestniczył w mszy świętej, odprawianej na gdańskiej Zaspie przez
Jana Pawła II, nie zapomni tamtych chwil do końca swych dni. Nie zapomni słów papieża, których
mówił o znaczeniu Solidarności – do nas i za nas (jak sam powiedział) – lasu sztandarów i
transparentów z napisem „Solidarność”. Po tym wydarzeniu, już nikt bez obawy narażenia się na
śmieszność nie mógł powiedzieć, że „Solidarność” nie istnieje. Rola gospodarza papieskiej
pielgrzymki – Biskupa Gocłowskiego – w stworzeniu klimatu tego wydarzenia jest trudna do
przecenienia.
Zaczęła wzbierać fala nadziei na zmiany w Polsce. Ich wyrazem były majowe strajki roku 1988 w
Stoczni Gdańskiej , na Politechnice Gdańskieji na Uniwersytecie Gdańskim. Biskup gdański udzielił
im zdecydowanego moralnego wsparcia. Nie skończyły się one spełnieniem postulatów strajkujących.
Stoczniowcy opuszczali Stocznię w dniu 10 maja, idąc pochodem do kościoła Świętej Brygidy, szarpani
sprzecznymi uczuciami. To w miarę zbliżania się do kościoła, gdy przy biciu dzwonów kościelnych,
witali ich licznie zgromadzeni mieszkańcy Gdańska, nabierali przekonania, że nie przegrali. Pełnię
satysfakcji odczuli słuchając niezapomnianego kazania, które na mszy w kościele św. Brygidy,
wygłosił wówczas biskup Tadeusz Gocłowski, który w pełni dowartościował ich postawę i uwypuklił
słuszność sprawy, w obronie której wystąpili. Nikt nie miał wątpliwości, że Stoczniowcy wychodzili
z kościoła świętej Brygidy jako zwycięzcy.
Solidarnościowa fala w dalszym ciągu wzbierała. Sierpniowe strajki, które wybuchły nie tylko
na Wybrzeżu, miały znacznie szerszy zasięg, niż w maju. Ich następstwem była oferta, złożona przez
ówczesne władze, podjęcia rozmów z Lechem Wałęsą. Po raz pierwszy od wprowadzenia stanu wojennego
przewodniczący „Solidarności” został przez komunistyczne władze uznany za partnera. Można spierać
się, co do szczegółowej oceny Okrągłego Stołu. Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że droga do
przywrócenia legalnego statusu „Solidarności” i innych organizacji zdelegalizowanych w stanie
wojennym, wiodła przez Okrągły Stół. Bez Okrągłego Stołu nie byłoby też historycznych wyborów z 4
czerwca 1989 roku, których wynik oznaczał wielkie wotum nieufności dla ówczesnego reżimu. Po tych
wyborach, system komunistyczny w Polsce już się nie podniósł. Biskup Gocłowski – z ramienia
Episkopatu Polski- uczestniczył w przygotowaniach do Okrągłego Stołu. Był także, obok księdza
Alojzego Orszulika, uczestnikiem spotkań na najwyższym szczeblu obu delegacji :partyjno-rządowej i
solidarnościowej, odbywających się w Magdalence. Uważał, że nie można zmarnować szansy na
fundamentalną przemianę w Polsce, dokonaną bez przelewu krwi. Rok 1989 nazywany ‘jesienią ludów”
rozpoczął się zimą 1989 roku nad Wisłą. Przyniósł Polsce niepodległość i możliwość tworzenia
demokratycznego ustroju. Wśród przywódców „Solidarności” i dawnej opozycji, którzy w wolnej Polsce
zajęli ważne stanowiska państwowe i stali się politycznymi liderami, biskup Tadeusz Gocłowski
cieszył się niekwestionowanym autorytetem. Dlatego gdy już w wolnej Polsce pojawiły się pierwsze
pęknięcia w obozie „Solidarności” podejmował próby mediacji stwarzał warunki do rozmowy
poróżnionych stron. Tak było poczynając od 1990 roku, gdy rysował się już wyraźnie spór pomiędzy
Lechem Wałęsą i Tadeuszem Mazowieckim, aż do 2005 roku, gdy po wyborach parlamentarnych zaprosił do
siebie liderów PiS i PO, by przedyskutowali szansę współpracy tych ugrupowań, zapowiadanej przed
wyborami. Niestety, w wolnej Polsce politycy rzadziej już stosowali się do mądrych rad człowieka,
który wspierał ich radą w trudnych czasach, gdy Polską rządzili komuniści.
W niepodległej Polsce Tadeusz Gocłowski został 22 marca 1992 roku arcybiskupem metropolitą
gdańskim. Jest członkiem Rady Stałej Episkopatu polski, współprzewodniczącym Komisji wspólnej
Episkopatu i Rządu, przewodniczącym ds. Duszpasterstwa Ludzi Pracy i moderatorem krajowym
Duszpasterstwa Ludzi Morza.
W sprawach trudnych dla Kościoła, jak sprawa lustracji, zajmował stanowisko wyważone, a
zarazem zasadnicze. Uważał za słuszne ujawnienie akt aparatu bezpieczeństwa, ale zarazem
przestrzegał przed wydawaniem na ich podstawie pospiesznych wyroków na ludzi. Domagał się poddania
tych akt dogłębnej analizie i skonfrontowania z innymi historycznymi źródłami. Ważnym i powszechnie
dostrzeżonym wyborem naszego Arcypasterza była decyzja o nie wzięciu udziału w uroczystości objęcia
diecezji warszawskiej przez arcybiskupa Stanisława Wielgusa, wokół którego pojawiły się poważne
wątpliwości natury lustracyjnej. Jak wiemy arcybiskup Wielgus złożył rezygnację z urzędu
metropolity warszawskiego. Bardzo sobie cenimy, iż arcybiskup Tadeusz Gocłowski, jako jeden z
niewielu czołowych przedstawicieli Episkopatu Polski, wyraźnie i jednoznacznie stwierdzał i
stwierdza, że nie akceptuje tak głębokiego zaangażowania w sferę polityczną Radia Maryja i treści z
niego płynących w politycznych audycjach tego Radia, raniących głęboko wielu uczciwych Polaków.
Dla nas – dla mieszkańców Sopotu – niezapomnianym wydarzeniem pozostanie na zawsze msza
święta odprawiona przez Ojca Świętego Jana Pawła II w czerwcu 1999 roku na sopockim hipodromie.
Nigdy nie zapomnimy tego, co powiedział nam wówczas Jan Paweł II, uzupełniając swe przesłanie z
gdańskiej Zaspy z roku 1987 myślą, że nie ma Solidarności bez miłości. Nigdy nie zapomnimy też
zaangażowania księdza arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego, by to wielkie przedsięwzięcie doszło do
skutku i odbyło się właśnie w Sopocie. Honorowe obywatelstwo Sopotu nie mogło być nadane
godniejszej postaci: wielkiemu Polakowi, człowiekowi Pomorza i Solidarności, kapłanowi i
obywatelowi Rzeczpospolitej: Jego Ekscelencji arcybiskupowi gdańskiemu Tadeuszowi Gocłowskiemu.
