Finał ORLEN Basket Ligi. Trefl liczy na gorący doping

Fot. Trefl Sopot

W czwartym spotkaniu finału ORLEN Basket Ligi King Szczecin pokonał Trefla Sopot 81:76. Obrońcy tytułu prowadzą w serii 3:1, ale sopocianie wciąż mogą odwrócić losy rywalizacji. Piąty mecz zostanie rozegrany w poniedziałek,10 czerwca o godzinie 20.00 w ERGO ARENIE. Bilety są dostępne na www.sercesopotu.pl.

Premierowe punkty należały do gospodarzy, ale odpowiedź żółto-czarnych była bardzo dobra - dwa trafienia Geoffa oraz trójka Paula dały nam +5. Szczecinianie szybko chcieli odrobić straty, ale Trefl nie oddawał prowadzenia. Pod koszem świetnie radził sobie Groselle, któremu wystarczyło niespełna 240 sekund, aby zapisać sześć oczek. W pierwszej kwarcie w Netto Arenie oglądaliśmy dobrą koszykówkę, obfitującą w kolejne skuteczne akcje. King nie odpuszczał nawet na chwilę i walczył o wyjście na prowadzenie. Niestety, miejscowi dopięli swego dwie minuty przed końcem, gdy trójka Cuthbertsona wyprowadziła ich na 19:18. Jednopunktową przewagę rywale utrzymali do końca tej części spotkania.

Drugą kwartę rozpoczęliśmy od trzeciego trafienia Mikołaja. Nasz środkowy był w tej akcji faulowany i mógł dołożyć jeszcze oczko z linii rzutów wolnych, ale próba okazała się nieskuteczna. Z umieszczeniem piłki w koszu problemu nie miał za to Andy - nasz skrzydłowy zdecydował się na indywidualną akcję i jedną ręką zapakował piłkę z góry! Od razu czasem zareagował trener Miłoszewski, a po powrocie na parkiet cztery punkty należały do jego podopiecznych, więc tym razem przerwą odpowiedział jego vis a vis, Żan Tabak. W kolejnych minutach oglądaliśmy zacięte zmagania, a żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć na więcej niż trzy oczka. Sytuacja nie zmieniła się aż do końca kwarty na którą schodziliśmy z +1. Nasza przewaga mogła być zdecydowanie wyższa, lecz na linii rzutów wolnych wykorzystaliśmy tylko 9 z 19 przysługujących prób (47%).

Po zmianie stron zdecydowanie lepiej do gry wrócili gospodarze, którzy zdobyli osiem punktów z rzędu i o czas musiał poprosić trener Tabak. Impas przerwał Paul, ale King nie pozwolił na serię i utrzymywał kilka oczek przewagi. Pomiędzy 26 a 27 minutą gospodarze zanotowali run 5-0, co dało im pierwsze w meczu dwucyfrowe prowadzenie (53:43). Nawet kiedy Andy przymierzył zza łuku, to Michał Nowakowski odpowiedział dwoma takimi rzutami. Na 10 minut przed końcem traciliśmy do Kinga dokładnie 10 punktów.

Decydującą kwartę świetnie otworzył Kuba Schenk. Wystarczyło zaledwie 80 sekund, aby nasz rozgrywający zapisał osiem punktów! Niestety, popularne "Wilki Morskie" także nie próżnowały, przez co odrobiliśmy tylko trzy oczka. Żółto-czarni nie poddawali się. Kiedy na niespełna 5,5 minuty przed końcem przechwyt i łatwe punkty zdobył wspomniany wcześniej Kuba, zrobiło się 69:64 i o czas poprosił Arkadiusz Miłoszewski. Po powrocie na parkiet King szybko odskoczył na +9, ale po chwili grę "przejął" Geoff. Trzy skuteczne zagrania z rzędu naszego środkowego zbliżyły nas na zaledwie jedno posiadanie. Z kolejnej przerwy musiał skorzystać trener Miłoszewski. Niemoc Kinga przełamał z linii rzutów wolnych Żołnierewicz, jednak sopocianie nie odpuszczali. Z dystansu próbowali Kuba Schenk i Paul, co mogło zredukować straty do -1, ale ich próby nie zakończyły się sukcesem. Gospodarze do końca meczu nie pozwolili nam się zbliżyć na mniej niż dwa posiadania i ostatecznie triumfowali różnicą pięciu punktów, dzięki czemu są tylko o krok od obrony mistrzostwa Polski. 

Ochrona danych osobowych

Zgodnie z art. 13 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27.04.2016 r. informuję, iż Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Gmina Miasta Sopotu z siedzibą przy ul. Tadeusza Kościuszki 25/27, 81-704 Sopot, reprezentowana przez: Prezydenta Miasta Sopotu.
Czytaj dalej...